X MIĘDZYNARODOWY KONKURS DYRYGENTÓW IM. GRZEGORZA FITELBERGA

GRZEGORZ FITELBERG

GRZEGORZ FITELBERG

(1879 - 1953)

Skrzypek, kompozytor i najbardziej ceniony polski dyrygent.

„Bez przesady stwierdzić można, że Fitelberg ma swój olbrzymi udział w polskim dorobku kompozytorskim. Wobec młodej muzyki polskiej spełniał rolę prawdziwej instytucji propagandowej, bez której trudno byłoby twórcom w owym czasie rozwinąć swe talenty i zdobyć konieczne doświadczenia” – pisał wielki kompozytor XX wieku, Witold Lutosławski.

W latach 1906-1953 Grzegorz Fitelberg poza krajem dał 189 koncertów ze współczesną muzyką polską. Większość prawykonań utworów Karola Szymanowskiego odbyła się pod jego batutą. Na estradę wprowadzał także muzykę Mieczysława Karłowicza, Bolesława Woytowicza, Romana Palestra, Witolda Lutosławskiego czy Grażyny Bacewicz. Polską publiczność zaznajamiał natomiast z dziełami Alberta Roussela, Paula Hindemitha, Arthura Honeggera, Dariusa Milhauda i innych.

Od 1906 roku, kiedy kilkakrotnie wystąpił w Berlinie, dyrygował na estradach najsłynniejszych orkiestr Europy i obu Ameryk. Był dyrygentem Baletów Rosyjskich Sergiusza Diagilewa, w Paryżu poprowadził prawykonanie Mawry Igora Strawińskiego. Z założoną przez siebie Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia zdobył w 1937 roku Złoty Medal Wystawy Światowej w Paryżu.

Jakim był dyrygentem? Wspominał Karol Stryja, ostatni jego uczeń w klasie dyrygentury katowickiej uczelni muzycznej i inicjator Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga:  „Na próbach był genialny, natomiast na koncertach był… wielkim treliarzem. (…) Zdarzało się, że we fragmentach, w których partytura była dość skomplikowana, gubił się, i wtedy – jak myśmy to nazywali – pędzlował. Ale ponieważ na próbie orkiestrę znakomicie przygotował, więc nie dochodziło do żadnej katastrofy”.

„Stał na sztywnych, rozstawionych nogach, mając lewy łokieć kurczowy przyciśnięty do boku, wielki palec lewej ręki nienaturalnie podniesiony w górę. Jego prawa ręka trzymająca batutę była stale obrócona dłonią do góry i znajdowała się w takiej pozycji, jakby wyrastała z piersi. Mimo, iż sam dyrygent był niejako uosobieniem pierwiastka rytmicznego, ruchy jego prawej reki (lewa przeważnie trwała bez ruchu) niezupełnie pokrywały się z jego ruchem wewnętrznym, często były dziwnie nieokreślone i mało czytelne” – opisywał muzyk i dyrygent, Kazimierz Wiłkomirski. Trafnie dopowiedział owe spostrzeżenia dyrygent Jan Krenz: „Fitelberg za pulpitem… to nie jest zwykły dyrygent, to była technika tak przedziwna, tak związana z jego osobą. (…) Niektórzy krytykowali, że było ta jakieś manualnie niewyraźne, ale mnie się wydaje, że on był właśnie dowodem tego, że technika manualna to nie wszystko (…) Osiągał muzycznie rzeczy najznakomitsze. Jego oczy emanowały, jego wszystko mówiło, że dyryguje całą postacią”.

Wszyscy zapamiętali powiedzenie Grzegorza Fitelberga: „Nie znoszę atmosfery braku entuzjazmu”.